– Proszę księdza, a wie ksiądz, że kiedyś byłem ministrantem! Jak byłam mała, byłam bielanką i sypałam kwiatki podczas procesji Bożego Ciała! Jeździłem kiedyś na oazy! – słyszałem od różnych osób. – A teraz jak sobie radzicie? Jaka jest wasza wiara? – zapytałem. – Teraz, no wie ksiądz, tak trudno to wszystko ogarnąć. Czasu nie ma. I lepiej nie przyznawać się do tego, że jest się katolikiem. Taki ten świat skomplikowany…
To nasza codzienność. Czujemy się jak sieroty po Jezusie, który, owszem, żył kiedyś – wspominają Go Ewangelie, opowiadają o Nim w kościele księża, w szkole – katecheci, ale nagle Go zbrakło i nie wiadomo, co z tym zrobić. Zatrzymujemy się na etapie „kiedyś”, sądząc, że to wystarczy. Żyjemy wspomnieniami z dzieciństwa. Bezradni i nieumiejący poradzić sobie z codziennością, „dorosłą” wiarą dziś, tu i teraz. Często mający dobre chęci, ale zarazem skazujący siebie na błogą przeciętność i bezsiłę. Zapominający o obecności Bożego Ducha i Jego mocy, siedmiorakich darach, które od Niego otrzymaliśmy i zakopaliśmy głęboko w zakamarkach niepamięci.
Trzeba po nie sięgnąć, na nowo odkryć żywego Boga w Kościele, w drugim człowieku, w sobie! Opowiedzieć o tym bez lęku innym. Stać się świadkiem Zmartwychwstałego. Ażeby ci – jak pisze św. Piotr – którzy oczerniają nasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co nam oszczerczo zarzucają (por. 1 P 3, 15).





Dzisiejsze pierwsze czytanie jest krótką relacją z działalności misyjnej Kościoła w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Dowiadujemy się z niego, że Apostołowie coraz bardziej poszerzają krąg ewangelizacyjny. Co więcej, przez ich ręce Bóg mocą Ducha Świętego dokonuje wielkich dzieł zbawiania świata. Poprzez aktywność Apostołów wypełniają się słowa Chrystusa, który obiecał dać Ducha tym, którzy nie tylko zachowają przykazania, ale będą kochać Boga. W tekście greckim dzisiejszej Ewangelii Duch Święty został nazwany Parakletos. Ten prawniczy tytuł oznacza kogoś, kto jest obrońcą i kto jest wezwany do pomocy.