Słuchamy napomnień Chrystusa z perspektywy XXI wieku. Nie ma tu mowy o metaforze, hiperboli – użyte w Ewangelii słowa wykluczają je. Chodzi o dosłowność. Bez wątpienia poprzeczka zostaje zawieszona bardzo wysoko. Rodzi się jednak pytanie: czy szukanie w sobie doskonałości Boga nie jest zbytnią zuchwałością? Być jak Bóg – przecież to nigdy się nie uda!
Jezus doskonale zdawał sobie sprawę z ludzkiej ułomności. Dlatego stało się coś niezwykłego: w Nim jako pierwszym spełniły się te słowa! Przyjął na siebie zło świata, dał się ukrzyżować prześladowcom, nie przeklął ich – przeciwnie: okazał swoją miłość, troskę, gdy na krzyżu modlił się o ich nawrócenie, „ponieważ nie wiedzą, co czynią”. W Nim najpierw wypełniło się wszystko, co głosił.
Czy zatem możliwe jest spełnienie się słów z Kazania na Górze w każdym z nas? Jest możliwe, ale tylko wtedy, gdy dokona się to mocą Chrystusa! Chrześcijaństwo bowiem, oparte jedynie na ludzkiej mądrości i sile, jest zaledwie zbiorem pobożnych życzeń – pięknym, aczkolwiek nierealnym do spełnienia zespołem idei. Z Nim jest w stanie odmienić oblicze ziemi.





Świętość jest fundamentalnym powołaniem wszystkich ludzi – to oznajmił Mojżeszowi sam Bóg, który objawił, że można ją osiągnąć jedynie poprzez wierne, a czasem wręcz heroiczne zachowanie przykazania miłości bliźniego. Jednak człowiek sam z siebie nie jest zdolny osiągnąć świętości, czyli kochać prawdziwie, zwłaszcza że Chrystus dookreślił w Ewangelii, że chodzi tutaj także o miłość nieprzyjaciół. Musimy więc kierować się mądrością pochodzącą od samego Boga, który jedynie jest prawdziwie święty, bo jest Miłością.