W interpretacji proklamowanego dziś tekstu Ewangelii nie wolno zapomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie: konieczności bycia gotowym na przyjęcie woli Bożej – zgody na fakt, że to Bóg wyznacza nam miejsce w życiu. Nie może też zabraknąć wiary, iż harmonia, ład przez Niego proponowane są najlepszym zabezpieczeniem życia, uzdrowieniem relacji społecznych, znakiem mądrości. „Jeżeli Bóg jest na swoim miejscu, wszystko jest na swoim miejscu” – głosi stara maksyma. Można ją odwrócić: jeżeli Jego prawa zostaną zmarginalizowane, a jedynym włodarzem świata ogłosi się człowiek, wkrótce doprowadzi to do konfliktów, napięć, w efekcie zaś do totalnej destrukcji.
„Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. To nie bon mot, zasada odwetu czy sprawiedliwości dziejowej. Raczej wskazówka, jak spolaryzować swoje życie, w którą stronę się zwrócić, na jakich wartościach je oprzeć, komu zaufać, aby go nie stracić.





Łagodność i pokora to cnoty, które nam proponuje dzisiejsza liturgia słowa. Niewielu obiera sobie te cnoty za środek do doskonałości. Większość woli gwałtowność i pancerz wiary jako przymioty prowadzące do królestwa niebieskiego. Stąd Księga Syracydesa uprzedza nas, że nie ma lekarstwa na chorobę pyszałka. Także Ewangelia według Świętego Łukasza mówi nam, że nawet spotkanie z Jezusem Chrystusem nie było w stanie wielu uwolnić od pychy. Dlatego autor Listu do Hebrajczyków woli nam zaproponować wizję tego, co czeka pokornych w niebie. Czy jesteśmy w stanie zrezygnować z przyjętych schematów i przełamać strach przed pokorą i łagodnością? Tak, wielu uważa, że gdyby stali się cisi i pokorni, to natychmiast inni ich zjedzą. Jakże daleko nam do Świętego Ignacego Antiocheńskiego, który dla Chrystusa pragnął być pożarty przez dzikie zwierzęta!