Zamęt, w jakim dziś często żyjemy, wynika stąd, że godność człowieka stanowi dalekie tło w opartej na hedonizmie koncepcji życia. Nie ma tam miejsca dla słabych, „niechcianych dzieci”, staruszków. Demoniczna logika każe się pochylać nad nimi nie po to, aby ich ocalić, lecz by odebrać im prawo do życia i w ten sposób „rozwiązać” problem. Świadectwo życia chrześcijan ma prowadzić do jej zdemaskowania, ukazania absurdalności. I nikt nie jest z tego obowiązku zwolniony. Pikietowanie pod klinikami aborcyjnymi, uczestnictwo w marszach broniących wartości rodziny, udział w inicjatywach ustawodawczych itp. – ale także codzienna, zwyczajna troska o los bliźniego nie mogą być postrzegane przez chrześcijan jako dziwactwo, ekstrawagancja. Winą jest też obojętność, o czym nader często zapominamy. Bo ona jest przyzwoleniem na zło.





W Księdze Powtórzonego Prawa Mojżesz mówi o Bogu, który przemawia przez księgę. Mówi o słowie, które jest już w sercu słuchacza jako zaproszenie. Odpowiedź na to słowo to powrót do Pana Boga. List do Kolosan we wspaniałym hymnie chrystologicznym nam precyzuje, że tym słowem Boga w naszym sercu jest sam Jezus Chrystus. On oczekuje od nas odpowiedzi, ale nie na poziomie intelektu, lecz całej naszej osoby. Ewangeliczna przypowieść o Samarytaninie podpowiada nam, że ta odpowiedź ma szansę się zaktualizować każdego dnia w naszej relacji do drugiego człowieka. Posłuchajmy słów Pisma Świętego i posłuchajmy słów obecnych w naszym sercu.