Czy zatem jesteśmy skazani na los wiecznych tułaczy, zamkniętych w niespełnieniu, spętanych trwogą o przyszłość?
Oto staje przed nami Jezus. „Ja jestem!”. Słowa te padają w sytuacjach trudnych: kiedy była burza na jeziorze, a łódź już niemal całkowicie napełniła się wodą, gdy chciano Go ukamienować za deklaracje, w których mówił o swoim mesjańskim posłannictwie. Bóg Zawsze Obecny zabiera lęk – tylko On jest w stanie zapewnić nam wolność od niego, uzdrowić struktury świata na nim zbudowane. Nieprzypadkowo Jezus mówi o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Bez Pana Boga życie skazane jest na porażkę.





V niedziela Wielkanocna - 18 maja
Dzisiejszy fragment Ewangelii według św. Jana jest częścią mowy pożegnalnej Jezusa. Słowa te zostały wypowiedziane w kontekście i w atmosferze zbliżającej się męki. Chrystus, mówiąc o wieczności, wskazuje jednoznacznie, że idzie do domu Ojca, aby przygotować nam miejsce do zamieszkania. Otrzymają je jednak ci, którzy będą wierzyć i którzy, o czym mówi św. Piotr, staną się „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem i ludem Bogu na własność przeznaczonym”. Potrzeba więc dochować wierności swojemu powołaniu, jakiekolwiek by ono nie było, bo przez nie Bóg pomaga nam dojść do zbawienia.